Barack Obama oficjalnie zrezygnował z projektu budowy tarczy antyrakietowej. Na zwołanej konferencji przedstawił także nowy pomysł, zmierzający do większego wykorzystania dotychczasowych technologii.
O problemach z tarczą słychać było już od dłuższego czasu, przynajmniej gdy Barack Obama objął prezydenturę. Dzisiejsza decyzja oznacza, iż demokraci ostatecznie zdecydowali się pogrzebać jeden z flagowych pomysłów republikanów. Zamiast tarczy, pojawi się tarczka. A jedynym zyskiem dla USA wydaje się być tutaj krótkofalowe oszczędzenie środków pieniężnych, które w kryzysie finansowym liczą się podwójnie. Co decyzja ta oznacza w praktyce?
Rosja będzie bardzo zadowolona. Rosyjski establishment dostał duży polityczny prezent. W dłuższym okresie rosyjscy przywódcy będą musieli intensywnie pomyśleć nad innym powodem do dąsania się na USA. Strzelając przysłowiowego “focha”, dostają bowiem wiele w zamian. Jednym z przykładów może być polityczne przyzwolenie na ograniczanie demokratycznych praw obywateli.
Polska, ponosząc duże polityczne koszty zgody na rozlokowanie elementów tarczy antyrakietowej, dostała lekcję amerykańskiego pragmatyzmu. Oby ta lekcja była skuteczną nauką dla ośrodków decydujących o naszym bezpieczeństwie. Bez emocji, z kalkulatorem w ręku, powinniśmy wystawić stosowny rachunek za zamrożone stosunki z Rosją, za kosztowne surowce energetyczne, które będziemy musieli od niej importować i wreszcie nasze zaangażowanie w Afganistanie, gdzie abstrahując od kosztów politycznych, giną nasi żołnierze.
